Jak się ma Twoja samodyscyplina? – czyli o najważniejszym czynniku sukcesu

Jest czerwiec. Czy wiesz, co to oznacza? Oznacza to, między innymi, że minęło właśnie ponad pół roku odkąd sporządziłaś listę swoich postanowień noworocznych! Jeśli świętujesz już pierwsze sukcesy wynikające z ich dotrzymania – serdecznie gratuluję! Jeśli jednak powyższe zdanie poruszyło w Twoim sercu nutkę żalu, to bardzo prawdopodobne, że coś poszło nie tak… Ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Warto natomiast zdobyć się na porządną autorefleksję i zadać sobie jedno, bardzo ważne pytanie. Mianowicie: Jak się ma Twoja samodyscyplina? Dziś o najważniejszym czynniku sukcesu – szczerze i bez klepania po pleckach.

Feminatywy – czyli o decyzji, którą musi podjąć każda użytkowniczka języka polskiego – cz. II

Nauczycielka, policjantka, doktorka, psycholożka – to przykłady feminatywów w języku polskim. Wszystkie te rzeczowniki są poprawne językowo, zaś używanie ich na co dzień uważam za wybór każdej z nas. W poprzednim artykule “Feminatywy – czyli o decyzji, którą musi podjąć każda użytkowniczka języka polskiego – cz. I” odniosłam się do najczęściej spotykanych argumentów “przeciw żeńskim końcówkom”. Dziś, na przeciwległej szali chciałabym więc postawić argument “za”. Tak, tylko jeden argument. Jednak, jest to według mnie, argument wagi ciężkiej i jest on wart naszej uwagi.

Feminatywy – czyli o decyzji, którą musi podjąć każda użytkowniczka języka polskiego – cz. I

Nauczycielka, psycholożka, kucharka, fryzjerka, doktorka, strażaczka – czy dla Ciebie również niektóre z tych słów brzmią mało profesjonalnie, infantylnie lub po prostu dziwnie? Bardzo prawdopodobne, że tak. Jeśli jednak, jesteś osobą dociekliwą, otwartą i poszukującą wiedzy, nie poprzestaniesz na tym prostym stwierdzeniu. Zadasz sobie natomiast pytanie “Dlaczego?”. Dlaczego, choć wszystkie te nazwy są w języku polskim poprawne, niektóre z nich wydają się nam dziwne? Dziś o feminatywach, czyli o decyzji, którą musi podjąć każda użytkowniczka języka polskiego.

Nie mam obsesji na punkcie poprawności ortograficznej

Jestem lingwistką, zajmuję się językiem i komunikacją, w związku z tym, moje dzisiejsze wyznanie może się Wam wydać co najmniej nieodpowiednie. A jednak, jestem gotowa podzielić się z Wami moją wielką tajemnicą… Przyznaję niniejszym, że nie mam obsesji na punkcie poprawności ortograficznej. Nie chodzi o to, że uważam ją za nieistotną (wręcz przeciwnie). Po prostu, błędy ortograficzne nie powodują u mnie skoków ciśnienia czy bezsenności. Rozumiem jednak osoby, dla których każde błędnie użyte “u/ó” przybiera postać czerwonej płachty. Dla mnie takimi płachtami są “błędy” zupełnie innego rodzaju. Przygotujcie się na wielką falę subiektywizmu!

Komplementy – dlaczego nie potrafimy ich przyjmować?

“Wszystkie kobiety lubią komplementy”…, a przynajmniej tak mogłoby się wydawać. Komplementy są miłe, są wyrazem czyjegoś uznania i z założenia, powinny wywoływać w nas uczucia pozytywne. Tymczasem, jak pokazują badania, aż połowa kobiet nie potrafi przyjmować komplementów i, co gorsza, wiąże je często z uczuciem zawstydzenia, a nawet zażenowania. Czy wiesz, dlaczego tak jest? A może sama należysz do grona tych kobiet, które na komplementy reagują negacją? Jeśli na pochwały typu “Świetnie wyglądasz w tej sukience!” zdarzyło Ci się odpowiedzieć słowami “Ech, wyciągnęłam ją z dna szafy…”, ten artykuł jest właśnie dla Ciebie!

Jak radzić sobie z krytyką? Poznaj mój sposób!

Krytyka boli i nie ma chyba ani jednej osoby, która tego bólu nie odczułaby chociaż raz w swoim życiu. Boli w momencie, w którym dowiadujesz się o negatywnej opinii innych na temat Twojej osoby lub tego, co robisz. Boli w momencie, w którym nie potrafiłaś odpowiednio zareagować na krytyczny komentarz. Boli jako nieprzyjemne zaskoczenie, nieumiejętność odgryzienia się, znalezienia ciętej riposty lub argumentów na Swoją obronę. Jednak najbardziej bolesne jest to, co przychodzi potem, gdy zostajesz z krytyką sam na sam i nie potrafisz sobie z nią poradzić. Dziś napiszę właśnie o tym, jak wewnętrznie radzić sobie z krytyką.

Coraz bliżej Święta, czyli panowie oglądający Kevina i panie lepiące pierogi (+ Atlas facetus domesticus)

Jako dziecko uwielbiałam Święta i nie rozumiałam, jak ktokolwiek może ich nie lubić. To pierwsze zostało mi do dzisiaj. To drugie wyjaśniła mi bardzo dosadnie moja babcia. Kiedy miałam jakieś sześć lat powiedziała mi, że nienawidzi Świąt. Nie było to nic w stylu “eeeh, ja tam wolę wakacje” albo “nieee, jakoś mnie to nie kręci”. Nie. Moja babcia wróciła z pracy, posprzątała mieszkanie, wyprała firanki, ulepiła jakieś trzysta pierogów i właśnie zabierała się za ucieranie maku do trzeciego makowca i kiedy powiedziała bardzo wyraźnie “Nienawidzę Świąt”. Cóż, coraz bliżej Święta, a w wielu domach będzie w tym roku tak samo, jak w domu mojej babci. Czyli panowie oglądający Kevina i panie lepiące pierogi.

Czy tylko ja mam problem z mówieniem “nie”?

Problem ze słowem “nie” to częsta przypadłość kobiet. I to nie tylko w takim sensie, że kobiety nie potrafią tego słowa używać. W naszej kulturze słowo “nie” po prostu kobiecie “nie przystoi”. Nie wierzysz? Być może należysz do grona tych szczęśliwych kobiet, które nauczyły się odmawiać bez wyrzutów sumienia. Bardzo często jest jednak tak, że nie umiemy powiedzieć “nie” bez tego ciężkiego uczucia, że należałoby naszą odmowę jakoś usprawiedliwić czy wyjaśnić. I, że ta druga strona właśnie takiego wyjaśnienia lub usprawiedliwienia oczekuje. Tymczasem nauka odmawiania to najważniejszy krok ku pełnej asertywności.

Brzydkie słowo “feministka”

Mam wrażenie, że dzisiejszym artykułem narażę się na krytykę zarówno za strony niektórych feministek, jak i niektórych przeciwniczek feminizmu. Nie szkodzi. Dzięki mojej wiedzy na temat komunikacji oraz sporemu doświadczeniu na tym polu, z krytyką radzę sobie całkiem nieźle. Jestem przy tym bardzo ciekawa Twojego zdania na temat, który jest dla mnie, jako kobiety i lingwistki, bardzo istotny. Porozmawiajmy zatem o tym “brzydkim” słowie, jakim jest “feministka”.

Żelazna logika męskiego świata czy kobieca intuicja?

Czy zdarzyło Ci się kiedyś, wejść między ludzi i odnieść, niewytłumaczalne wrażenie napiętej atmosfery? A może przytrafiło Ci się kiedyś, natknąć na rozmowę dwóch osób i być niemal pewną, że rozmawiały o Tobie? Jeżeli tak, nie musi to od razu oznaczać, że cierpisz na urojenia. Jest raczej bardzo prawdopodobne, że oto odezwała się Twoja kobieca intuicja.