Czy tylko ja mam problem z mówieniem “nie”?

Problem ze słowem “nie” to częsta przypadłość kobiet. I to nie tylko w takim sensie, że kobiety nie potrafią tego słowa używać. W naszej kulturze słowo “nie” po prostu kobiecie “nie przystoi”. Nie wierzysz? Być może należysz do grona tych szczęśliwych kobiet, które nauczyły się odmawiać bez wyrzutów sumienia. Bardzo często jest jednak tak, że nie umiemy powiedzieć “nie” bez tego ciężkiego uczucia, że należałoby naszą odmowę jakoś usprawiedliwić czy wyjaśnić. I, że ta druga strona właśnie takiego wyjaśnienia lub usprawiedliwienia oczekuje. Tymczasem nauka odmawiania to najważniejszy krok ku pełnej asertywności.

Dlaczego my, kobiety mamy problem z mówieniem “nie”?

Przyznaję, że sama jestem jedną z tych kobiet, dla których nauka mówienia “nie” była ogromnym wyzwaniem. Do dzisiaj jeszcze odmawianie innym kosztuje mnie mnóstwo wysiłku i zdarzają mi się na tym polu częste potknięcia. Potrafię co prawda powiedzieć  “nie”, gdy zaistnieje taka potrzeba, jednak nie umiem jeszcze nie czuć się przy tym choćby odrobinę winna.

Nie wiem dokładnie skąd wzięła się ta przypadłość u mnie. Wiem natomiast, że nie jestem jedyną kobietą, która ma z tym trudności. Myślę, że problem leży po części w naszej kulturze. Kulturze, która uczy nas, że kobiety powinny być zawsze miłe, uczynne i grzeczne. Tak, jak przeklinanie brzmi w ustach kobiety jakby gorzej (Och, jak brzydko mówi! I to kobieta…), tak słowo “nie”, nie pasuje do tego, co uznajemy za kobiece. Jesteśmy z tym stereotypem tak mocno związane, że nie zauważamy nawet jak bardzo utrudnia on nam życie.

Komunikacja kobiet nie sprzyja odmawianiu.

Wiele z nas ma tendencję do tego, by w komunikacji interpersonalnej koncentrować się nie na sobie, a na naszym rozmówcy. Pamiętasz kwadrat komunikacyjny Schulza von Thuna i czworo uszu komunikacyjnych? (Jeśli nie, przeczytaj o tym tutaj.) Podczas rozmowy, kobiety bardzo często skupiają się przede wszystkim na tym, by utrzymać z rozmówcą przyjazne relacje i zadbać o jego komfort. Staramy się by rozmowa przebiegała przyjemnie i bez “zgrzytów”, nawet jeśli czasem odbywać by się to miało naszym kosztem.

To dlatego, nawet jeśli już zdecydujemy się powiedzieć komuś “nie”, czujemy przy tym ogromną potrzebę usprawiedliwienia się lub załagodzenia sytuacji. Rzadko którą z nas stać na to, by odmówić ot tak, po prostu. W większości przypadków dodajemy do naszego “nie” jakieś wiarygodne usprawiedliwienie lub choćby wyrazy żalu. Zamiast powiedzieć “Nie, dziękuję” lub “Nie, nie zrobię tego” wolimy mówić “Tak bardzo mi przykro, ale nie mogę” lub “Och, raczej nie będę w stanie tego zrobić”. Taka forma odmowy ma za zadanie złagodzić ton wypowiedzi i zadbać o dobre samopoczucie naszego rozmówcy. Jednak bardzo często zdarza się, że koniec końców to my same czujemy się z naszą odmową źle.

Nie rodzimy się z tendencją do komunikacyjnej “uległości”. Uczymy się jej.

Jestem bardzo daleka od tego, by za brak umiejętności odmawiania obwiniać same kobiety. Nie rodzimy się z tą uciążliwą “uległością” komunikacyjną. Tak naprawdę, uczymy się jej przez całe życie. Nasze “nie” rzadko kiedy bywa brane na poważnie. Bo przecież “jak kobieta mówi nie, to znaczy, że nie, tak albo może”. I “Jak kobieta mówi, że nie chce, to sama nie wie czego chce”. Te głupie stereotypy wcale nie są zabawne. Wręcz przeciwnie, mogą mieć one bardzo poważne konsekwencje.

Dodatkowo, sama spotykam się bardzo często z tym, że moje grzeczne, ale krótkie “nie, dziękuję” nie jest dla rozmówcy odpowiedzią wystarczającą. Zdarzyło mi się to wielokrotnie. Kiedy jakiś mężczyzna zaprasza mnie na kawę, a ja odpowiadam “nie, dziękuję”, odpowiedź zwrotna, którą otrzymuję brzmi najczęściej ”a co, jesteś już zajęta?”. Tak jakby to, że nie chcę iść na kawę z tym człowiekiem, nie było wystarczającym powodem, by tego nie robić. Wydaje mi się, że nie jestem jedyną kobieta, która tego doświadcza.

Taka potrzeba tłumaczenia naszej odmowy nie bierze się zatem tylko i wyłącznie z naszych wewnętrznych przekonań. Bardzo często nasi rozmówcy nie uznają naszego “nie” za wystarczającą odpowiedź i oczekują wręcz dalszych wyjaśnień. Sprawia to, że z kobiecą odmową wiąże się często nieuzasadnione poczucie winy i wyrzuty sumienia.

Nauczmy się mówić po prostu “nie”.

Myślę, że aby kobiety nauczyły się być naprawdę asertywne, muszą, w pierwszej kolejności, nauczyć się mówić “nie”. Bez wyrzutów sumienia, tłumaczeń czy usprawiedliwień. Krótkie i stanowcze “nie” nie oznacza braku kultury osobistej. Brak poczucia winy podczas odmawiania nie znaczy, że jesteśmy niegrzeczne lub  nieuczynne. “Nie” w przypadku kobiety, tak jak w przypadku mężczyzny, znaczy po prostu “nie”.

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *