Feminatywy – czyli o decyzji, którą musi podjąć każda użytkowniczka języka polskiego – cz. I

Nauczycielka, psycholożka, kucharka, fryzjerka, doktorka, strażaczka… Czy dla Ciebie również niektóre z tych słów brzmią mało profesjonalnie, infantylnie lub po prostu dziwnie? Bardzo prawdopodobne, że tak. Jeśli jednak, jesteś osobą dociekliwą, otwartą i poszukującą wiedzy, nie poprzestaniesz na tym prostym stwierdzeniu. Zadasz sobie natomiast pytanie “Dlaczego?”. Dlaczego, choć wszystkie te nazwy są w języku polskim poprawne, niektóre z nich wydają się nam dziwne? Dziś o feminatywach, czyli o decyzji, którą musi podjąć każda użytkowniczka języka polskiego.

Co to są feminatywy?

Feminatywy to rzeczowniki rodzaju żeńskiego, utworzone od rzeczowników męskich. Bardzo często określają one kobiety wykonujące jakiś zawód lub pełniące jakąś funkcję. W języku polskim rzeczownikami takimi są np. nauczycielka, dyrektorka czy psycholożka. Nazwy te nie muszą się jednak odnosić tylko do życia zawodowego kobiet. Słowa obywatelka czy konsumentka są również feminatywami.

Niektóre feminatywy są w języku polskim używane powszechnie. Należą do nich rzeczowniki takie jak fryzjerka lub kelnerka. Inne natomiast budzą dziś sporo kontrowersji, przykładem mogą być tutaj nazwy takie jak polityczka lub profesorka. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że wszystkie te rzeczowniki są poprawne językowo. Kontrowersje z nimi związane mają więc raczej związek z konkretnymi preferencjami użytkowniczek i użytkowników naszego języka.

Feminatywy, czyli bardzo ważna decyzja przed Tobą!

Uważam, że używanie (niektórych) feminatywów na co dzień jest kwestią preferencji i wyboru każdej z nas. Według mnie, wybór ten jest jednak również bardzo ważną decyzją. Dlatego właśnie, chciałabym byś podjęła ją świadomie i miała czas się nad nią dobrze zastanowić. Z tego również powodu artykuł o feminatywach podzieliłam na dwie części i opublikuję je z tygodniową przerwą.

Już na tym etapie zdradzę Ci, że sama jestem zwolenniczką używania ”żeńskich końcówek” .  Istnieją ku temu bardzo ważne powody. O tym opowiem jednak dopiero w drugiej części tego artykułu (odwiedź mnie tutaj za tydzień!). Dziś natomiast odniosę się do najczęściej spotykanych argumentów przeciw popularyzacji feminatywów. Pisząc ten artykuł nie staram się być obiektywna, zapraszam Cię jednak do otwartej i szczerej dyskusji.

Dlaczego nie chcemy “żeńskich końcówek”?

Jest wielu przeciwników używania feminatywów w języku polskim. Muszę w tym miejscu zaznaczyć, że nie opieram się tutaj na żadnych konkretnych badaniach czy statystykach, ale na moim własnym doświadczeniu (styczności z feminatywami) oraz raczej pobieżnym przeglądzie Internetu. Argumenty przeciwko feminatywom, z którymi spotykam się najczęściej, można podzielić na trzy główne grupy: te dotyczące negatywnego wydźwięku feminatywów, te dotyczące ich “nienaturalności” i te dotyczące trudności związanej z ich używaniem. Oto niektóre z nich:

Brzmią dziwnie, nieprofesjonalnie, infantylnie.

Tak, niektóre feminatywy brzmią dziwnie. Jest to jednak argument chyba najlżejszej wagi. Nazwy takie jak strażaczka czy doktorka brzmią dziwnie przede wszystkim dlatego, że nie są powszechnie używane. Każdy język żywy charakteryzuje się ciągłym rozwojem i podlega wielu przemianom. Rozpowszechnianie się niektórych słów i wychodzenie z użycia innych, jest całkowicie naturalnym procesem. Jeszcze całkiem niedawno takim dziwnie brzmiącym słowem był np. manager. Dziś słowo manager brzmi jednak prawie tak samo swojsko, jak słowo kierownik.

Może się też wydawać, że niektóre feminatywy takie jak psycholożka czy profesorka brzmią infantylnie i nieprofesjonalnie. Ponieważ nie jestem specjalistką od języka polskiego, poprosiłam tutaj o pomoc osobę bieglejszą ode mnie (Dzięki I. !). Dowiedziałam się, że dodawana do wyrazów końcówka “ka” może kojarzyć się ze zdrobieniami, a więc infantylizacją i brakiem profesjonalizmu. Warto jednak zauważyć, że słowa takie, jak fryzjerka czy pielęgniarka nie brzmią wcale infantylnie. Zarzut ten dotyczy więc przede wszystkim profesji lub funkcji uznawanych za bardziej prestiżowe. Pani policjant nie brzmi też moim zdaniem wcale bardziej profesjonalnie od policjantki.  

Są nienaturalne i są nowomową.

Innym argumentem przeciwko feminatywom jest zarzut, że są one tzw. nowomową i że używanie ich nie przebiega w sposób naturalny (niewymuszony). Do zarzutów tych można się jednak odnieść w oparciu o wiedzę lingwistyczną.

Nowomowa jest mową sztuczną, narzuconą odgórnie użytkownikom języka i charakteryzującą się wieloma neologizmami. Wbrew pozorom, feminatywy nie są jednak wcale neologizmami. Historycznie rzecz biorąc, żeńskie nazwy typu profesorka czy doktorka pojawiły się w języku polskim wcześniej (o jakieś 150 lat) niż powszechniejsze dziś formy pani profesor lub pani doktor.

Warto również zauważyć, że z perspektywy typologii języków, język polski należy do języków syntetycznych (fleksyjnych). Oznacza to, że to właśnie formy typu dyrektorka czy kierowniczka są dla naszego języka naturalniejsze niż formy takie jak pani dyrektor lub pani kierownik.

Jeśli zaś chodzi o odgórne wymuszanie używania feminatywów, to jest to chyba kwestia prywatnych i subiektywnych odczuć każdej i każdego z nas. W przypadku feminatywów nie spotkałam się jeszcze z żadnym kategorycznym nakazem ich używania (jeśli już, to spotkałam się po prostu ze zwykłą perswazją). Co więcej, raczej niechętnie przyznaje się, że są one w ogóle poprawne językowo. Jestem jednak w stanie zrozumieć, że część z nich kojarzyć się może niektórym z nadmierną poprawnością polityczną lub niepotrzebnym demonstrowaniem poglądów.

Mogą wprowadzać w błąd i strasznie trudno je tworzyć.

Spośród argumentów o trudnościach wynikających z używania feminatywów, zarzut mówiący o tym, że mogą one wprowadzać w błąd odbiorców komunikatu, jest chyba najzabawniejszy. Niektórzy przeciwnicy feminatywów twierdzą na przykład, że pilotka to przecież taka czapka, cukierniczka to pojemnik na cukier, a saperka to taka łopata. I jak tu wiedzieć o czym mowa? Warto jednak zauważyć, że nikt nie ma takiego problemu np. ze słowem kosmetyczka. A tym bardziej ze słowem pilot (przecież to urządzenie od telewizora) czy ze słowem bokser (a jest to taki duży pies).

Do argumentu o trudnościach dotyczących poprawnego tworzenia feminatywów oraz ich wymowy mogę się jednak odnieść z pełnym zrozumieniem. Zdarza się bardzo często, że sama nie wiem, jak dany rzeczownik powinien brzmieć w formie żeńskiej. Muszę się wtedy trochę wysilić, popytać innych ludzi, poszukać odpowiedzi na własną rękę… Zdecydowałam jednak, że sprawa warta jest tego “wysiłku” z mojej strony.

Dlaczego? O tym właśnie napiszę w drugiej części tego artykułu!

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *